Dzień z poniedziałku na wtorek był dniem strasznym.
Wszystko zaczęło się od planowanej siłowni a następnie wybraliśmy się z Kasią na basen.
Z którego tak jak szybko weszliśmy tak po 15 basenach natychmiast musieliśmy go opuścić.
Nie wiedzieliśmy w czym rzecz ani co dzieje się na zewnątrz.
Troszkę zdenerwowane (faktem,iż po raz drugi już nas wyproszono) pytamy się dlaczego mamy opuścić ośrodek -odpowiedź była krótka z powodu panującego niebezpieczeństwa..
Ciężko było się domyśleć czegokolwiek.
Nie świadome tego co dzieje się na zewnątrz kierowaliśmy się każdy w swoją stronę (Kasia do domu a ja do sklepu).
Szybko obadałam sytuacje ze względu na zaparkowane dwa policyjne wozy na przeciwko (ASDY-hipermarket).
Podeszłam bliżej...
Sklep był już zamykany.
Ludzie zaczęto wypraszać ze środka.
Jakieś trzy minuty później wyprowadzony został ( w moim odczuciu złodziej).
Zaprowadzono go na posterunek znajdujący się na szczęście naprzeciw sklepu.
Wróciłam do domu..
Z godziny na godzinę było już coraz gorzej...
Krzyki,hałasy,rzucanie czym popadnie rozbijanie szyb,bójki oraz kradzieże ..
Do tego tłum ludzi na ulicach byli to ludzie głównie młodzi..
Dziwię się,że Ci ludzie tak chętnie tam wyszli,że nie bali się o swoje życie.
Prawdę mówiąc ja siedząc w domu bałam się strasznie..
Nagle w głowie zawitało tysiące różnych myśli,a chęć wygadania się była tak natrętna ,że na drugi dzień nie wytrzymałam i musiałam w pewien sposób narzucić się koledze..
Nikt z moich znajomych nie zdał sobie sprawy co u mnie się dzieje.. -wiem już,że to chyba dla nich obojętne czy jestem czy mnie nie ma..-to trochę smutne ale jakże prawdziwe..
W takich właśnie chwilach człowiek zdaje sobie sprawę,że jest zdany wyłącznie na siebie,że nie ma nikogo..
tym bardziej w tak trudnych dla niego chwilach..
Ale do rzeczy..
Na szczęście w mojej dzielnicy obyło się bez ognia..
Chwała im za tobo smutno byłoby chodzić i oglądać zniszczone mury,spalone sklepy gdzie nie można byłoby kupić pożywienia..
Skończyło się na wybitych szybach w większych sklepach(w miejsce ich po paru godzinach przy wiercono drewniane płyty).
Oto filmik i to co działo się koło mojej ulicy uprzedzam,że jakość jest dość słaba no i za dużo na filmie nie widać ..
http://www.youtube.com/watch?v=AY9-9Lecu7I
Gdy następnego dnia rano szliśmy do pracy na ulicach leżało pełno pomidorów i kamieni..
W naszej dzielnicy nikt nie zginął aresztowanych zostało na pewno 3 osoby być może było ich więcej..
Nikomu nie życzę takich emocji na emigracji czy wakacjach...Nikomu!!!
Powoli wszystko wraca do normalności.
Mam nadzieje,że nic juz im nie odbije.
Szkoda,że ludzie nie widza ile zawdzięczają temu kraju i dodatkowo jeszcze bardziej go niszczą..
Szczególnie dziwi mnie podejście czarnej społeczności u siebie nigdy by nie osiągnęli tego co mogą osiągnąć tutaj:
Co nie oznacza pójścia na łatwiznę i kradzieży oraz rozbojów to do niczego dobrego nie prowadzi..

